Posty

Wyświetlam posty z etykietą groza

Mała czarna

Otworzył powoli oczy. Krople deszczu spływały po oknie, mocne światło latarni odbijało się na ścianie. W pokoju panował przyjemny pół mrok. Od chwili kiedy się przebudził, znowu zaczęły miotać nim emocje poprzedniego wieczoru. Załamany, gapił się w kąt na świetlną smugę. Zygzak wyglądający jak linia bicia serca powoli schodziła coraz bardziej w dół. Z nim było podobnie. Czuł się tak samo dobity. Przetarł dłonią czoło, wziął głęboki oddech. Otulił się mocnej kołdrą i zamknął oczy. Usiłował wyobrazić sobie coś przyjemnego, ale nie mógł, obrazy samoistnie odtwarzały wczorajsze wydarzenia, jak w zapętlonym filmie, pokazując to coraz przykrzejsze momenty. Zdenerwowany, wstał nagle, odrzucając w bok kołdrę. Podszedł do biurka po przeciwnej stronie i złapał za kubek zimnej już herbaty. Pociągnął dwa łyki. Spojrzał przed siebie. Dawno nie był już tak wściekły na kogoś. Czuł się poniżony tym, że jakaś kobieta dyktuje mu warunki, że każe mu czekać na siebie, a nie chce stosować się do jego ...

Bilet donikąd

Lekki wiatr poruszał wstążkami przywiązanymi do słupków. Szare chmury, przelewały się jak mleko z jednej strony nieba na drugą. Tłum ludzi nerwowo z niepewnością przemieszczał się dookoła. Ludzie ze zdziwieniem spoglądali na siebie, chcąc przykryć jakąś maską emocje, które czuli. Nawet najprostsza droga, stała się kręta, gdy napotkali oni na niej swoje ułomności, przed którymi niezgrabnie wyginając się na błotnistej drodze, próbowali omijać. Zazwyczaj szli w grupkach. Przyszli tam by odwrócić na chwilę głowę od świata, który przepełniał ich bólem i rozpaczą, choć wstydzili się przyznać do tego, nie tylko przed sobą samym, ale i przed innymi. Najgorszą sytuacją, jaką byli w stanie sobie wyobrazić, było to, że ktokolwiek na świecie dowiedziałby się o tej chęć, odwrócenia się od takiego świata sprowadzając na nich upokorzenie. Wielka płachta materiału mieniła się na przemian kolorowymi pasmami. Wyglądała tak, jakby miała za chwilę unieść się w górę, jak dym z komina domu. Drewniane...

Przyjemne powroty

Trawa uginała się pod stopami. Tumany szarych chmur pokrywały niebo. Otworzył bramkę. Wśród gęstego ogrodu, pełnego wielobarwnych kwiatów, kryła się wydeptana ścieżka. Szedł nią bardzo powoli. Zbierał myśli. Zastanawiał się co zrobić w tej trudnej i niezrozumiałej do końca dla niego sytuacji. Przystanął. Odwrócił się. Coś musnęło go po nodze. Uśmiechnął się lekko. Szelest. Stuk. Gałązki wysokich krzewów zruszyły się nagle. Postanowił ruszyć w kierunku tych osobliwych dźwięków. Skręcił w głąb ogrodu. Powoli stawały się to raz mocniejsze, nagłe, to ciche i dające wrażenie, że jakiś dziki zwierz czai się w gąszczu. Zaciekawiony, kroczył dalej. Czerwone plamy przeplatały się z jaskrawo zieloną barwą. Mieniły jak rubiny porozrzucane, niezdarnie ludzką ręką. Wziął głęboki oddech. Uniósł głowę do góry. Promienie słońca układały się promieniście na koronach drzew. Migotał jak poruszana delikatnymi podmuchami woda Bystrzycy, ukrytą wśród drzew. Pragnął tam wrócić. Wiązał z tym miejsc...

Monochrom

Otworzył drzwi. Duszne powietrze uderzyło go w twarz. Krzyk, wrzawa, ktoś wepchnął go do środka. Potknął się. Przeprosił. Podniósł głowę do góry. Sztuczne słońce oślepiło go. Ktoś go szturchnął. Burknął. Ktoś z tłumu wszedł na bar. Tańczy. Tłum klaszcze. Barman śpiewa. Leje się piwo. Alkohol wylewa się na stoły. Tłum pchnął go do przodu jak wartka rzeka. Znajoma twarz podaje mu piwo. Płynie dalej. Czyjeś ręce klepaną go po plecach na powitanie. Przybywa gości. Jest coraz dalej. Jest coraz głośniej. Nagle łapie wolne krzesło. Wyrywa im się. Siada. Stawia kufel. Czas zwalnia. Patrzy przed siebie. Wielobarwne plamy, mieszają się. Jedna nakłada się na drugą. Wszystko migocze, drga, przemierza, nadaną mu przestrzeń jakby setki łódek uderzały na wodzie jedna o drugą. Gdzieś za sobą słyszy pourywane słowa. Zdania. Niezrozumiałe krzyki. Zamyka oczy. Widzi przed sobą czerń. Mrok. Zamyka oczy duszy... wsłuchuje się. Słyszy bicie swojego serca. Łyki piwa. Pojedyncze dźwięki muzyki. Melodię. Wo...

Wieczorna gmatwanina

W pośpiechu zjadł późną kolację. Szybko wstał od stołu. Spojrzał w przestrzeń, układając w swoich myślach plan działania na dzisiejszy wieczór, ale najpierw... piwo. Jak na porządnego żaka przystało, dzień należy zacząć należycie. Miało to też swoje uwarunkowania zdrowotne, bo przecież jako takie piwo je posiada. Usiadł wygodnie na kanapie, smętnym okiem spojrzał przez okno. Wiatr kołysał gałęziami drzew. Migoczące latarnie oświetlały pustą ulicę. Tylko raz na jakiś czas ulicą przejechała jakaś taksówka. Długo rozmyślał, co będzie robić dzisiejszego wieczora. Wcześniej nawet wstępnie umówił się z kolegami na meczyk ale i z tego nic nie wyszło. Włączył telewizor. Szum. Włączył się kanał. Wiadomości. Dramat. Agonia. Szum. Okrzyki kibiców. Nuda. Mecz przegrany. Sum. Melodramat. Szum. Wyłączenie telewizora. Podły nastrój. Solidny łyk piwa. Otarcie ust po policzku od losu. Przegrana. Powolny łyk piwa. Zamyślenie. Przypomnienie sobie ostatnich dni. Kolejny łyk piwa. Wspomnienia ci...

Światła

Wielobarwne światła oblewały ludzkie ciała oddane tańcu. Rozsiadł się na dużej sofie, dopijając drinka. Przymknął oczy i wśród tych wszystkich osób, nagle dojrzał ją. Stała pomiędzy poruszającym się w rytm dźwięków ludzi. Wszyscy oni byli jak wizja nierealnego świata, narkotyczne halucynacje. Poddane tysiącom emocji, pragnień tak zmiennych, jak następny krok tańca. Światła spływały po ich twarzach jak strumień orzeźwiającej wody. Ich ciała poruszone jakby ekstazą zmieniły się w czyste pojęcie ducha. Spoglądał na nią, pragnął, by sen na zawsze zmącił jego spojrzenie. By sen ten na zawsze zatrzymał go dla siebie. Zraniony losem nie miał siły już dalej uciekać, chciałby ten lód człowieczy, swą lawiną szedł dalej bez niego. Pragnął utopić się w toni obojętności, bo ból przestał, być dla osoby tak długo cierpiącej już karą. Zamknął oczy snu. Wziął wdech. Zacisnął zęby i wszedł w tłum. Wesołym tłumem poszukiwały przygód w Nocnym Mieście. W tym nierealnym świecie, gdzie z mrokiem odkry...

EX SOULS

Nocną porą, gdy gwieździsty nieboskłon układał się jak dywan na przepastnych wzgórzach, Tadeusz zasiadał przy ławie z książką i kubkiem gorącej herbaty przy oknie. Dzisiaj znowu czekała go nocna zmiana na stacji benzynowej. Do miasteczka miał pół godziny drogi. On sam zaś mieszkał z daleka od innych domostw w małej osadzie. Chłód nie robił na nim żadnego wrażenia. Przyzwyczajony do tego, że szef nie za bardzo liczy się z jego zdrowiem, czy to fizycznym, czy psychicznym, z obojętnością na twarzy wsiadał do samochodu. Z każdym większym kamieniem na polnej drodze, wóz mocno podskakiwał. Tylny zderzak z kolejną wyprawą groził oderwaniem się od tej wycieczki. Lusterka już dawno przestały pełnić swoją funkcję pokryte błotem i kurzem. Wjechał do lasu. Światło księżyca przedzierało się przez drzewa. Od czasu do czasu słyszał szum gałęzi unoszących się na wietrze lub tych, które łamały się pod kołami. Nagle z mroku ktoś wybiegł. Zahamował. Postać młodego mężczyzny stała obrócona tyłem do ...

Po drugiej stronie

Gęste zarośla coraz dotkliwiej ją raniły. Zwolniła kroku, brakowało jej sił, by dalej biec. W pewnym momencie zdyszana oparła się o pień drzewa. Myślała, już tylko o tym, jak wielkim błędem, było udanie się w tamte rejony. Modliła się, by nie dopadli jej tak samo, jak pozostałe dziewczyny. Usiłowała wsłuchać się w otoczenie, lecz z przerażenia, słyszała tylko odpadające kawałki kory. I wtedy obudziły się w niej wyrzuty sumienia. Za to, że dała się tak oszukać. Żadna z nich, nie miała szans z tą zatrważającą siłą. Rozejrzała się dookoła i ruszyła przed siebie. Tuż przed nią migotały małe ognie lamp. Gdy tylko dotarła do drzwi domu, odwróciła się i spojrzała na las. Gdy zmrużyła oczy, zauważyła na skraju lasu liczne sylwetki istot, które widziała podczas transu. Weszła szybko do domu, zamykając drzwi na klucz. Zerwała się do pakowania rzeczy, wiedziała, że nie może dłużej tu zostać. Czuła tak wielkie przerażenie, że nie była w stanie logicznie myśleć. Miała przed oczyma ciągle obraz p...

Brać

Drzwi balkonowe otworzyły się i do pokoju wpadł młody mężczyzna. Poprawił kurtkę, wytarł buty o wykładzinę i ruszył w kierunku drzemiącego pod stertą notatek kolegi. - Jacek no, wstawaj, wstawaj- mówił, szturchając go coraz mocniej. - CcccCo ? Muszę uczyć się do metafizyki klasycznej. Nigdzie z wami nie wychodzę- Odrzekł w półśnie. Nic nie było w stanie go obudzić. Został pokonany przez stos notatek. Tą myślą skwitował swojego przyjaciela, a także ze świadomością, iż pomieszkuje u niego na dziko, postanowił wykorzystać chwilową nieobecność właścicielki mieszkania. Szybkim krokiem udał się w kierunku kuchni. Otworzył lodówkę i zachwycony tym, co w niej znalazł, zaczął wszystko, co tylko wpadło mu w ręce, układać na talerzu. Nagle za ogórkami kiszonymi coś dostrzegł. -Dżem? Tylko coś dziwnie zapakowany… o, a może to mus z porzeczki w plastikowym woreczku.jak te, co Anka kupował z Moniką w sklepie z żywnością ekologiczną. Spoglądając na swoją zastawę pełną tłustego żarcia, uzn...

Zagadka

Słońce powoli zachodziło. Młoda pani detektyw, jak zwykle w tych godzinach, siedziała nad stertą papierów zagadek do rozwikłania. Nagle do gabinetu wpadł zdyszany chłopak. Zdyszany, wysapał niewyraźnie jakieś słowo. – Mógł, by Pan powtórzyć?- zapytała ciągle zdziwiona jego przyjściem. -P…po…potwory. U mnie w domu, po..potwory!- krzyczał z wybałuszonymi oczami. - Jakie znowu potwory, może chce pan kawy? Usiądziemy i na spokojnie opowie mi Pan o tych potworach. Ten przytaknął tylko głową i opadł na znajdujące się tuż za nim krzesło. Rozejrzał się powolnymi ruchami po pomieszczeniu. Ciemno- bordowe, wypłowiałe ściany, stare obdrapane meble i zniszczony w iście w rosyjskim stylu dywan, wcale nie zachęcały człowieka w jego sytuacji, do wyzwolenia w sobie jakichkolwiek pokładów szczęścia. Wręcz przeciwnie zapatrzony w jeden punkt poważnie zastanawiał się, czy w jego sytuacji, a jak trzeba nadmienić, nie była najlepsza, nie lepszym wyborem, byłoby strzelenie sobie kulki w łeb z bron...

Klechda o pięknej dziewczynie

Gdy byłam małym dzieckiem, babcia często opowiadała mi niesamowite historie, w które nikt, by nie uwierzył. Za każdym razem zarzekała się, że nie są ani trochę zmyślone. Jednego z takich wieczorów, siedząc przy herbacie, powiedziała mi: Przypomniała mi się historia o córce sąsiadki, Basi. Gdy była trochę od ciebie młodsza, wiecznie chodziła z głową w chmurach. Godzinami leżała na łóżku z zamkniętymi oczami, nogami opartymi o ścianę i marzyła. Pewnego popołudnia siedząc na łóżku, usłyszała kogoś, ale dookoła nikogo nie było. Wstała, głos odezwał się znowu. Po zaskoczeniu, którego doznała zauważyła, że nie dobiega on z otoczenia a z jej głowy. Nagabywana o odpowiedź, w końcu przełamała się i odpowiedziała. Z pytania na pytanie stawała się coraz bardziej ufna. Po miesiącu doszyły nowe głosy. Minął rok, a one przestała wyobrażać sobie życie bez nich. Gdy tylko odchodzili, panikowała, bo jak niczego bała się samotności i odrzucenia. Skuliła się i płacząc, kołysała się na boki. Szum telewi...